piątek, 27 marca 2020

Home Office

Z niedowierzaniem przeglądasz zdjęcia na telefonie. Zaprzeszłe echa minionej już epoki mrużą oczy spoglądające pod słońce prosto w obiektyw. Uśmiechnięte. Zrelaksowane. Czasem zaskoczone. Kochające życie. Tulące się wzajemnie. Poznające życie. Głaszczące koty, psy, konie. Doświadczające matryc tak zwanej normalności. Ale czym ona jest jest dzisiaj? I jakim cudem, to co wydawało się nią być, przemieniło się w tak nagle i niespodziewanie w luksusową markę? Niedostępną? Poza zasięgiem każdego - bogatego, biednego, chorego, czy zdrowego? Jak to w ogóle możliwe?

Skradało się do twojego umysłu kilka namacalnych kataklizmów. Ekologiczny - najbliższy twemu sercu, przewidywalny, budzący jednak przerażenie oraz strach. Upały, susze, brak wody, jedzenia, walka o przetrwanie, strach o przyszłe pokolenia, ale nade wszystko o własne dzieci. Czy też ekonomiczny - wykrzykiwany przez najwybitniejszych ekonomistów świata. Kolejna bańka. Bum i wszystko cenowo fruwa pod sufitem twoich możliwości. Zwiększone bezrobocie, znowu pracodawcy rządzą światem, a ty, mały robaczku, radź sobie tak, jak możesz najlepiej. Sprzątając cudze domy i mieszkania, pożyczając na chleb i żebrząc o godne życia. Ale obydwa wymienione kataklizmy były od dawna jasne, klarowne, do przewidzenia.

A ten jeden - zupełnie, totalnie, na całej linii - zignorowany, zbagatelizowany, wypchnięty poza granicę naszej ludzkiej wyobraźni. Pomimo krzyczących książek, historii z krwią zaschniętą na ustach. Niczego się nie nauczyliśmy. Wciąż pogrążamy się w chaosie jaźni.

Ot - mit niezniszczalności.

Początek - to tylko jeden dzień, jedna chwila w trakcie tego jednego dnia. Zwykłe pstryknięcie palcami. Dzwonek wieczorną porą. Ruch dłonią. Przesunięta ku górze zielona słuchawka. I dźwięk w telefonie. To takie proste - pstryk.

Wychodzisz jak codzień z biura. Bierzesz swój laptop i zarzucasz na ramię. Spoglądasz na stanowisko pracy, które każdego dnia starasz się utrzymywać w jak najlepszym porządku i czystości. Podlany kwiatek będący prezentem z okazji Dnia Kobiet. Ponętna , wielka i zapewne soczysta pomarańcza zarezerwowana na jutrzejsze śniadanie. Szafki pozamykane na klucz. Długopisy pochowane. Chusta otulająca cię ciepłem w chłodne dni poskładana w trójkąt na oparciu wygodnego fotela. Odhaczone wszystkie punkty na liście porządnego pracownika.

Godzinę później przekraczasz próg swojego domu. Witasz się z dziećmi. Tulisz je. Zatapiasz dłonie w ich miękkie i pachnące włosy. Słuchasz ich szkolnych opowieści. A w myśli układasz już listę zakupów. Potem pędzisz samochodem do sklepu pragnąc zrobić zapasy na nadciągającą kwarantannę. Choć, co najśmieszniejsze, nie wiesz jeszcze, że ona naprawdę nastąpi. Ale czujesz ją intensywnie w kościach, czujesz podświadomie, w każdym oddechu i tonie walącego wściekle serca, ty po prostu wiesz, że COŚ się wydarzy i mocno tąpnie rzeczywistością. I kiedy tak wykładasz te wszystkie mnogie produkty na taśmę kasową - rozdzwania się twój telefon, a na ekranie wyświetla się imię szefowej. Odbierasz.

- Od jutra pracujemy zdalnie. Nie jedź do biura. Zostań w domu.

I tak właśnie to się dzieje. Zwyczajny dzień. Zwyczajne zakupy. Zwyczajny telefon. Lecz słowa, już nie takie zwykłe, sunące po linii światła i dźwięku - pędzą z doniesieniem o końcu świata, choć jeszcze go nie straciłaś, choć jeszcze go przecież posiadasz, choć jeszcze tak dobrze go znasz. Ot, klamka zapada. I właśnie tak się to zdarza. To właśnie jest ten moment. Chwila, od której nie ma już najmniejszego odwrotu. Chwila, w której rzeczywistość montuje już kraty we wszystkich twoich oknach.

Zostań w domu.
Zostań żywa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz