niedziela, 22 marca 2020

Strach matki

Czy można przestać się bać? Czy można dezaktywować raz na zawsze ten wielki, czerwony przycisk, który w jednej sekundzie doprowadza do temperatury wrzenia adrenalinę i kortyzol? Chciałabyś. Choćby teraz. Dziś. Już. Teraz. W tej cholernej właśnie chwili, kiedy przez cały świat przetacza się pierwsza fala pandemii. A najlepiej na bliżej nieokreślony czas. Albo choćby na troszkę. Na kilka najbliższych miesięcy. Lecz doskonale wiesz, że to jest niemożliwe. Pod każdym możliwym względem.

Dopóki jesteś sama - twój świat obraca się tylko wokół tego, co ty możesz zrobić sama dla siebie, dla świata, dla innych, dla lokalnej społeczności, dla niego, dla niej, dla przyjemności, dla bólu istnienia. Realizujesz się. Rzucasz wyzwania. Podejmujesz walkę. Pokonujesz swoje słabości lub dajesz im się pokonać. Triumfujesz. Przegrywasz. Skaczesz. Tańczysz. Śpiewasz. Płaczesz. Śmiejesz się do rozpuku. Doświadczasz. Tęsknisz. Kochasz. Nienawidzisz. Szukasz równowagi. Szukasz odpowiedzi na pytania. Podróżujesz. Zwiedzasz. Żyjesz…

Dopóki jesteś sama, ogarniasz wszystko samodzielnie w swoim własnym, malutkim, niejednorodnym świecie. Istniejesz sama dla siebie. Owszem, są być może rodzice lub ich nie ma już wcale. Może są blisko lub są bardzo daleko. Może jesteś związana bardziej z matką, a może bardziej z ojcem. Może kochasz ich oboje wciąż tak samo mocno. Może tęsknisz za jednym, może bardziej za drugim. Lub może tęsknisz za obojgiem. A może za nikim. A może jesteś już sama jak palec. I wszystko ci już jedno. Jednak twój dorosły, dojrzały zegar tykając, każdego dnia coraz mocniej wypycha cię ku własnej, samotnej podróży. Gdzie współdzielone z innymi ścieżki to już tylko ewentualności, które mogą, ale wcale nie muszą się wydarzyć.

Jednak chwila, w której rodzi się twoje dziecko, istota tak diabelnie krucha i zależna tylko od ciebie - to jest ten moment, i to miejsce, których nigdy już nie cofniesz, nigdy ich nie zmienisz, a wielkość i znaczenie tej sytuacji wybrzmiewać będzie w tętnie twojego serca do końca twoich dni. Przestajesz już być tylko sama dla siebie. Kończą się rzeczy, które robiłaś tylko sama dla siebie, dla świata, dla innych, dla lokalnych społeczności, dla niego, dla niej, dla bólu istnienia. Kończy się twoje własne, egocentryczne chciejstwo i czarodziejstwo. Zaczyna się wasze wspólne „wy”. Twój świat nagle poszerza swoje granice i przestaje być mikroskopijną wysepką. Przemieniasz się. Formalizujesz swoje wiekuiste istnienie do tego, co zaprogramowała ci Matka Natura. Klamka zapadła. Koniec. Ta-dam! Od tej chwili startujesz w innej formatce. Na zawsze już będzie matką. Nikt i nic już tego nie zmieni. Ani śmierć, ani wojna, ani katastrofa, ani choroba, czy nawet aborcja. Stało się. I już się nie odstanie. Nie odwołasz już tego. Nigdy. Przenigdy.

A strach? Będzie od tej chwili twoim drugim oddechem. Biciem serca. Drugim śniadaniem. Nocną zmianą. Drugim bokiem podczas snu. Kompulsywno obsesyjnym nawykiem. Schizofrenią. Przekleństwem. Spoiwem każdej życiowej cegiełki układanej codziennie rano, budującej twoją nową, poszerzoną rzeczywistość. Każdego dnia od nowa. Bez ustanku. Bez przerwy. I może… Może… Może któregoś dnia zrozumiesz, że to jest właśnie twoja nowa wersja życia, a przypadkowa anomalia, stała się przeklętą normą. I może wtedy właśnie zrozumieć, że już nigdy nie doświadczysz innej.

Dziecko bowiem oznacza wieczną aktywację programu - przetrwać ponad wszystko. Musisz więc być czujna. Ciągle. Dwadzieścia cztery na siedem. Trzymasz więc w dłoni wielką, długą, białą listę - nowy zakres twoich obowiązków. Masz być. Masz trwać. Masz obserwować. Słuchać wszystkiego. I słyszeć więcej. Pytać. Uczyć się. Czuwać. A każde niepokojące, nawet najdrobniejsze wychylenie wahadła w bok - traktować niczym największe, grożące wam niebezpieczeństwo. Biegnąć zawsze na ratunek. Walczyć. Ale nigdy nie paść.

Tak więc - drżyj.

Drżyj, droga matko…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz