czwartek, 19 marca 2020

Psychoterapeutka

Nerwy pozaplatane niczym ciasny, ciężki warkocz. Jak radzić sobie z napływającymi emocjami, które po chwili ogłuszającego uderzenia, rozlewają ci się pod stopami? Z jednej strony twoja własna wyobraźnia, doznania, myśli, obawy, lękotwórcze stwory jaźni. Z drugiej cała brygada rodzinna na pokładzie, dzieci, mąż, rodzice, teściowa. Radź z tym sobie. Udźwignij to. Jesteś dorosła. Jesteś dojrzała. W czym problem?

Robisz w tym świecie od lat za psychoterapeutę. Nikt cię jednak nie wyszkolił. Nie przygotował do dodatkowego, nieodpłatnego zawodu. Nikt nie pokazał, nie nauczył metod prowadzenia takich rozmów. Za każdym razem idziesz więc na żywioł i płyniesz wraz z rzeką własnych myśli i odczuć, próbując przy okazji nie utracić równowagi i nie wpaść, nie utonąć. Serfujesz po oceanie doświadczeń i łączysz ze sobą te maleńkie kropki, licząc na to, że odnajdziesz im wszystkim właściwy port, punkt zaczepienia, podłoże, miejsce zakotwiczenia na dłużej. Po co? Ano po to by odpocząć. Złapać pion. Oddechem napełnić obolałe płaczem płuca. I wykrzyczeć wszystkie żale. Wszystkie krzywdy. Wszystkie braki. Nieprzespane noce. Utracone skrawki dzieciństwa. Wyrwane z objęć demonów i krzywd wrzeszczące karykatury strachu. Wypełnić nimi worki i wyrzucić za burtę codzienności. By nie musieć się już z nimi zmagać.

No więc łączysz te wszystkie cholerne kropki. Ustawiasz w kolejności od A do Zet. Według kolorów, wielkości oraz ciężaru. Ogarniasz każdą piaskownicę, po czym stajesz pod ścianą niczym skazaniec. Bo odpowiadasz głową za poprawnie wykonany cykl naprawy. A łeb ci pęka. Od nadmiarowości tego wszystkiego, a szczególnie tego, co w tobie samej grzmi od tysięcy lat. Od tego, co nawrzucali do niej inni. Skądinąd bliscy i cholernie dla ciebie ważni ludzie. Tulisz ich więc i nienawidzisz jednocześnie. Bo przecież ty też potrzebujesz uwagi. Wysłuchania. Utulenia. Zrozumienia. Nie oceniania. Bycia i towarzyszenia.

Kiedy więc przybiega do ciebie wieczorną porą boso córka, wtulasz się w jej zapachy i starasz wkomponować je wszystkie w całą siebie. By trwać. By nigdy, przenigdy nie zapomnieć. By odczuwając ten stan upojenia dziecięcą Miłością, trwać dalej na straży bezpieczeństwa psychicznego całej rodziny. I modlisz się w duchu by pomimo wszystko - nie zwariować.
Wszystko w głowie pulsuje. Migrenowe wyładowania prądu pod wysokim napięciem zdejmują z ciebie wrażliwość i empatię. Wyłączasz system. Czas na kolejną tabletkę przeciwbólową. Czas na sen. Na ucieczkę przed tym, co dziś i przed tym, co jutro.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz