piątek, 20 marca 2020

Jeszcze będzie dobrze...

Kolejny dzień pędzi jak szalony, na złamanie karku, ku wieczornej mecie. Przez okno, zawsze chętnie witane, wślizguje się olbrzymie serce Twojego małego Wszechświata - słońce w tej całej swojej oślepiającej postaci. Rozlewa się blaskiem po kątach, rozświetlając zakurzone półki, kocie kłaczki zagubione w biegu, czy załamania kątów prostych, zawijasy drewnianych paneli, i finalnie wybuchając na twojej rozgwieżdżonej piegami twarzy. Wyciągając także te niechciane, pochowane do tej pory, poukrywane miejsca, ciągnąc je za uszy, do góry, na powierzchnię tego widzialnego, obserwowanego przez wszystkich, dającego się zakwalifikować słowami i uczuciami - Tu-I-Teraz. Opromienia całe wnętrze, które wczoraj w mroku, dziś kąpiące się w zachwycie i już z nostalgią szykujące pożegnanie na dobranoc.

A potem ściągnięta dotąd zasłona, opada z głośnym szelestem, wzbudzając tony kurzowej zawieruchy. Ta ciężka granica pomiędzy Jawą a Snem posiada magicznie aksamitny oddech, przywierający do ramion ugniatając niczym kot człowiecze ciało, obezwładnia bezgranicznie. Miękko i bezpiecznie. Otwierają się mroczne piwnice upiornych myśli. Wyzwalając najtrudniejsze emocje posklejane codziennym natłokiem myśli. Pal licho twoje własne! Poradzisz sobie z nimi. Choćby płaczem pod gorącym prysznicem. Kiedy nikt cię nie widzi, i nikt cię nie słyszy. Wtedy pozwalasz, by woda była wodą w każdej postaci. Ludzkiej rozpaczy, żalu, smutku, bezwładności. Ale kiedy siadasz naprzeciw syna - młodego człowieka - istoty będącej wciąż jeszcze dzieckiem - i kiedy słyszysz, doświadczasz jego emocji - czujesz się niczym w totolotkowej kumulacji. Ból rozwarstwia każdy skrawek twego serca. Patrzysz na niego zdumiona. Jak on tak może? Zgrabnie ujmować w słowa te wszystkie swoje emocje, stawiać przecinki i średniki, wykrzykniki i myślniki. Znaki zapytania? Zawsze we właściwych miejscach. Zrozumiale. Logicznie. Prosto. No, jak że to tak? „Mamo, jak ja mam tak, bez kolegów, bez przyjaciela? Jak?!”

Przywołujesz go ruchem dłoni. Otwierasz się na przejęcie ładunku. Już wiesz, że będzie to ciężki podarunek. Ale przyjmujesz go, bo tego właśnie pragniesz. Tuląc jego napięte plecy wtulone w twój miękki brzuch, wiesz że wszystko, co czuje on, czujesz i ty. W jednej chwili stajesz się dziesięcioletnim chłopcem z sercem bijącym zawsze na otwartej dłoni, z gorącym rytmem, z logiką i z pięknym uśmiechem, ale także z nerwem i perkusyjnym przytupem. Kochasz go, więc i tulisz do chwili, w której jego ciało się rozluźnia, a wraz z nim i ty sama. Kołyszecie się razem na fali wspólnego oddechu. Układacie na półkach przemieszane pozycje. Ziarna czarne rozdzielacie od tych białych. „Będzie dobrze, kochanie, zobaczysz, będzie jeszcze dobrze.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz